Jestem magiczna, gdyż słyszę głos Twojej duszy i czuję Anioły. Jestem konkretna, ponieważ celnie namierzę źródło Twoich problemów i sposób, w jaki je przetransformować, a w biznesie dobiorę strategię sprzedażowo-marketingową zgodną z Twoimi talentami – tak mówi o sobie Celestyna Osiak, przedsiębiorca, biznes mentor, Soul Coach – z którą rozmawiam o pieniądzach.
Celestyna: Biznes to jest robienie pieniędzy. Jeśli decydujesz się na własny biznes to trzeba to sobie szczerze powiedzieć, prosto w oczy, najlepiej przed lustrem, że taka jest nasz intencja. Biznes nie może opierać się tylko na pasji, gdyż wtedy robimy puste przebiegi, unosimy się na fali zachwytów nad naszą pasją, a na koniec dnia nie mamy z tego profitów. Dlatego też łączmy biznes z pasją. Planujmy przychody, róbmy budżety i wykonujmy plany sprzedażowe. Wtedy osiągniemy idealne połączenie: spełnienie finansowe i spełnienie duchowe w naszej pasji.
Celestyna: Środowisko korporacji jest bardzo różne od środowiska, w którym prowadzisz własną działalność. Praca w korporacji zapewnia stabilny dochód. Jest bezpiecznym, sprawnie działającym systemem. We własnej firmie, szczególnie na początku jest chaos. Dodatkowo, jesteś od wszystkiego. Wykonujesz swoją usługę, ale też jesteś marketingowcem, księgową, technicznym. We własnej działalności na pewno trzy, cztery miesiące nie wystarczą, by rozkręcić super dochodowy biznes. 1,5 roku czy dwa lata to minimalny czas, którego potrzebujesz, by osiągać dobre, stałe, stabilne dochody. Firma to jest twór, który trzeba stworzyć, a to wymaga czasu oraz konsekwentnego realizowania strategii marketingowo-sprzedażowych.
Celestyna: Mnie też się to zdarzało. Na początku prowadzenia swojej pierwszej działalności- szkoły językowej- były czasy, że wyjadałam resztki makaronu z szafek i wcale nie czułam się wtedy pewna siebie. Też, kiedy się przebranżowiłam na biznes coachingowy i nie miałam tylu klientek, ile bym chciała też łączyłam swój status z poczuciem własnej wartości. To są bardzo trudne momenty. I mają negatywne przełożenie na biznes, bo wtedy klienci czują, że bardzo potrzebujesz sprzedać. A wtedy ludzie nie kupują. Nie prowadzisz biznesu z poziomu partnera biznesowego tylko z poziomu ofiary. A to nie jest fajne. Nikt nie chce kupować w energii ofiary.
Celestyna: Ja zaczynam oddychać. Najczęściej wtedy ujawnia się uczucie strachu. Pozwalam mu być. Doświadczam. Mam świadomość, że to strach. „Robię strach” – to takie ćwiczenie. Może nie kontroluję przez to strachu, ale on już mnie nie kontroluje. To jest taki początek do pracy z emocjami, a we własnej firmie tej pracy z emocjami jest bardzo dużo. Jest takie powiedzenie, że są trzy najlepsze sposoby na rozwój osobisty:
Uświadomienie sobie uczucia: strachu, gniewu, żalu itd. i powiedzenie sobie, że to jest w porządku, to pierwszy krok do wyjścia. Świadomość jest tym pierwszym krokiem.
Celestyna: Dobrym sposobem na takie momenty jest też przypomnienie sobie co dobrego zrobiłaś np. zbierając rekomendacje od klientów. Mając taką książkę czy folder z rekomendacjami możesz do niego wracać i czerpać z niego pozytywną energię. Możesz też czerpać ją z osobistych doświadczeń. Jakiś momentów trudnych w życiu, z których wyszłaś. Dla mnie np. był to skok spadochronem, którego bałam się ogromnie i nie skoczyłam za pierwszym razem. Potrzebowałam kilku tygodniu, by go przepracować i wtedy powtórzyłam próbę już z powodzeniem.
Celestyna: Ja rozpatruję pieniądz w takich dwóch kategoriach: pieniądz zewnętrzny i pieniądz wewnętrzny. Pieniądz zewnętrzny to jest ten realny, który wpływa na nasze konto czy do portfela w postaci wynagrodzenia, wypłaty. Ale istnieje też pieniądz wewnętrzny oraz nasza wartość wewnętrzna. I tutaj, przy tej „strategii” wyłania się mi pytanie o wartość wewnętrzną osoby, która tę strategię stosuje. O uznanie siebie za wartościową osobę z kompetencjami, z wiedzą, z doświadczeniem. Wydaje sie w tym przypadku, jakby ta osoba nie uznała swojej wartości. Jakby miała przekonanie, że musi ciężko zapracować na uznanie i że musi udowodnić tą ciężką pracą. To jest jedno z klasycznych przekonań na temat pieniądza w naszym społeczeństwie. Szczególnie u kobiet jest ono bardzo mocno wpojone. Warto się zastanowić nad tym wchodząc do nowej organizacji. Z jaką decyzją odnośnie poziomu swojej wartości wchodzimy. Panowie (generalizuję) nie maja takiego problemu. Mają silniejsze przekonanie o swojej wartości. Kobiety mają wpojone, że muszą ją udowodnić. Potrzebują takiej zgody z zewnątrz „tak zasługujesz”. A pamiętajmy, że to my, my same ustalamy nasze wewnętrzne poczucie wartości. I już tak zupełnie strategicznie skuteczniejsze jest powiedzenie wyższej stawki na początku, niż potem chodzenie po podwyżkę.
Celestyna: Widzisz to znowu jest to przekonanie, że żeby zarobić trzeba się naharować w trudzie i znoju. To jest przekonanie z XIX wieku, nawet nie XX. Zupełnie nieaktualne i nieprawdziwe. Przecież, jeżeli coś nam przychodzi łatwo to jest to objaw naszego talentu, geniuszu a za geniusz się dużo płaci. Żyjemy w czasach, kiedy dzięki naszym przodkom, dzięki ich ciężkiej pracy my już tak pracować nie musimy. Pożegnajmy więc to przekonanie i honorując naszych przodków korzystajmy z naszych talentów. Zarabiajmy na nich sowicie.

Celestyna: To zależy o jakim rynku mowa i w jakim momencie jesteś. Na początek może warto mieć lekko niższe ceny niż konkurencja, żeby wejść np. na rynek korporacyjny i po osiągnięciu jakieś skali móc dyktować ceny. Mój rynek to rynek klientów indywidualnych, kobiet, które prowadzą small biznesy. Dla mnie punktem wyjściowym do ustalenia ceny jest ustalenie wartości, jaką moja usługa wnosi w życie tych klientek, w życie ich firm. Bardzo często i znowu kobiety właśnie popełniamy ten błąd, że w wycenę ‘wplątujemy’ własne poczucie wartości. Myślimy bardzo egoistycznie, ze swojego punktu widzenia a powinnyśmy myśleć o kliencie.
Celestyna: Najprostsza rzecz, to zapytać swoich klientów. Jeśli ich nie masz, to zrobić sobie taką sprzedaż wewnętrzną – zastanowić się, jaką wartość miałoby to dla ciebie, np. w twojej pracy – coachingu kariery – pomogłaś komuś znaleźć pracę, ale to nie jest jedyna wartość, bo jaką to ma wartość? Dzięki tej pracy, twój klient ma wyższe zarobki. A jaką to ma wartość? Jego rodzina ma stabilizację finansową. A jaką to ma wartość? Jego dzieci mogą się swobodnie kształcić również poza szkołą. Można to tak pogłębiać, zadając sobie ciągle pytanie – a jaką to ma wartość – aż dochodzimy do rzeczy zupełnie bezcennych.
Celestyna: To jest w porządku, ale na początek. Inną wartość wnosi ktoś początkujący, a inną osoba z doświadczeniem. Najważniejsze znaczenie ma jednak wiara, że to co robisz ma wartość. Odwołuję się tutaj do badań, jakie przeprowadzono na grupie psychologów z różnym stażem pracy. Okazało się, że ci z 2-letnim stażem – którzy mocno wierzą w wartość swojej pracy – mają taką samą zdolność pomagania swoim klientom, jak ci z 20-letnim stażem. Wiara jest tym czynnikiem transformacyjnym. Jeśli twoje ceny są za niskie – wysyłasz swoim klientom podświadomie taki sygnał: „może to zadziała, a może nie zadziała”. Dlatego uważam, że obowiązkiem wobec klienta jest przepracowanie własnych przekonań finansowych i tematu wartości – od wartości własnej poczynając.
Celestyna: W tum przypadku musisz się zastanowić do jakiego klienta kierujesz swoją ofertę i gdzie znajdziesz klienta, który za twoja ofertę zapłaci. Niezależnie od tego, dobrze jest mieć w swoim portfolio zakres ofert, czyli ofertę podstawową, średnią, ekskluzywną– tak żeby każdy mógł skorzystać.
Celestyna: Tak pod warunkiem, że to dawanie jest z otwartego serca. Natomiast takie „dawanie” z oczekiwaniem, że do mnie wróci może być powodem rozczarowania, zniechęcenia, bo co jeśli nie wraca? Pamiętajmy, że firma, własny biznes ma przynosić pieniądze. Więc ustalmy strategię. Dawajmy pewne rzeczy za darmo, po to chociażby by klienci poznali naszą wiedzę, doświadczenie, mieli próbkę naszej pracy. Takie podejście jest też uczciwe, bo przecież nikt nie chce kupować kota w worku. Pokażmy się jacy jesteśmy, co oferujemy, bo kupi od nas ktoś kto nas zna, lubi, ufa. Pamiętajmy jednak, że nie możemy w nieskończoność dawać. Potrzebujemy też dostawać. I kiedy prowadzimy własny biznes to prowadzimy go przede wszystkim dla siebie, gdyż biznes ma na nas zarabiać, pozwalać nam godnie żyć i realizować nasze marzenia. Więc przede wszystkim w pierwszej kolejności musimy zadbać o siebie. Z pustego dzbana i Salomon nie naleje.
Celestyna: Kieruję je do kobiet: Drogie kobiety mówię to od siebie oraz tez w imieniu moich mentorek milionerek: w biznesie chodzi o pieniądze i to jest ok. Bo za pieniądze kupujemy chleb, za pieniądze ubieramy dzieci, kształcimy je, za pieniądze jeździmy na wakacje z rodziną i możemy razem spędzić cudowny czas i przede wszystkim realizujemy swoje spełnione życie. Pierwszy krok należy do Was: pozwólcie sobie zarobić pieniądze. Weźcie głęboki oddech, rozłóżcie ręce do wszechświata w geście gotowości na przyjmowanie i dajcie sobie prawo do zarabiania pieniędzy. A następnie konkretnie ustalcie strategię marketingowo-sprzedażową, po to by móc je mądrze zarabiać i działajcie! Świat i Wasi klienci czekają na wartość, którą dajecie.
I zapraszam na stronę Celestyny – www.celestyna.pl, gdzie znajdziecie jej kurs online prowadzący do zmiany przekonań co do pieniędzy, ofertę pracy indywidualnej: mentoringu lub VIP-owskiego dnia, no i oczywiście gratisowe bonusy.
Zapraszam również do grupy (kliknij tutaj) WYTWÓRNIA TALENTÓW, gdzie tematem przewodnim października są pieniądze właśnie.
Jeśli jeszcze nie wiesz jaki masz talent zapraszam do odkrywania talentów – zostało ostatnie miejsce na listopadową pigułę Warsztaty, a dla tych co nie zdążą na kurs online – Ambasadorka Talentów, którego II edycja rusza też w listopadzie. Moje nowe przesłanie brzmi: Postaw na talent zamiast na ciężką pracę.
Moje obserwacje są takie, że większość ludzi a konkretnie kobiet boi się pieniędzy. W najlepszym wypadku ma do nich relację „chciałabym i boję się”. Mnie to również dotyczy.
Czemu?
Bo pieniądze szczęścia nie dają.
Bo pieniądze są synonimem sukcesu, a kobieta sukcesu to suka.
Bo mężczyzna jest od zarabiania pieniędzy.
Bo bogaty nie znajdzie miejsca w niebie.
Bo pokażcie mi bohaterkę z bajek, która jest dobra i bogata jednocześnie. Ha!
…itd.
Negatywnych stereotypów i przekonań dotyczących pieniędzy jest mnóstwo.
Do tych w obiegu powszechnym dochodzą jeszcze skrypty wyniesione z rodzinnego domu. Jeśli z powodu pieniędzy były w nim awantury, to raczej nie będą się dobrze kojarzyć. Jeśli ciągle ich brakowało, to będą obiektem pożądania i strachu jednocześnie. Jeśli nie wypadało o nich mówić, to ciężko będzie negocjować podwyżkę. Jeśli były wyznacznikiem wartości „bycia kimś”, to z nimi będziemy wiązać poczucie własnej wartości itd. itp.
Sporo wyjaśnić też może Twoje pierwsze, spontaniczne i intuicyjne skojarzenie ze słowem pieniądze. Bo jest wielce prawdopodobne, że za takim pierwszym skojarzeniem stoi wyryty w podświadomości wzorzec, który sprawia, że z precyzyjnością szwajcarskiego zegarka podążasz szlakiem, na którym jest tyle pieniądza, ile potrzeba, aby wzorzec był ciągle prawdziwy.
Z czym Tobie kojarzy się słowo PIENIĄDZE?
Ja spytałam o to na fejsbuku. Od znajomych dostałam kilkadziesiąt odpowiedzi, które (na swojego „czuja”) pogrupowałam tak:
|
Wartości uniwersalne |
Pragmatycznie |
Komfort |
Stereotypy |
Relacja negatywna |
|
Dobro, wolność, niezależność, dobrostan, miłość |
Praca, przydatne, biznes, wydatki, rachunki, zobowiązania, |
Przyjemność, luz w głowie, możliwości, relaks, podróże, wygoda, dolce vita, zabawa, luksus | Sukces, ładna pogoda (dla bogaczy), sknerus McKwacz, hipokryzja | Pogoń, brak, przywiązanie |
Zdziwiła mnie mała ilość negatywnych skojarzeń. Spodziewałam się ich w znacznie większej ilości (bo to by mi pięknie i prosto wyjaśniało, skąd te problemy z pieniądzem).
Ale nie.
Najwięcej głosów zebrały wartości uniwersalne i wszelkie przyjemności, które dzięki pieniądzom można nabyć (uwaga: nie daję sobie palca uciąć za reprezentatywność mojej próbki ;)).
No więc czemu, mimo pozytywnego skojarzenia, ta relacja z pieniądzem jest ciągle „taka sobie”?
A może ona nie jest taka sobie.
Może ona jest dokładnie taka, jaka może być, bo Twoje głęboko zakorzenione przekonanie, co do pieniędzy, ją kształtuje.
Jak samospełniająca się przepowiednia. Jak magiczny wzorzec.
Pieniądze to dla ciebie brak? Więc może ciągle za nimi gonisz.
Pieniądze to dla ciebie relaks? Więc może w pierwszej kolejności wydajesz na relaks, a na inne rzeczy nie starcza.
Pieniądze to dla ciebie ciężka praca? Więc może nie doceniasz swoich talentów i wyceniasz swoją pracę za nisko.
Pieniądze to dla ciebie bezpieczeństwo? Więc może wystarcza na rachunki i tyle.
Itd. itp.
Odkryj swój wzorzec, którym podążasz i przyjrzyj się swojej relacji z pieniądzem dokładnie, bo może jesteś bardzo BOGATA i tylko nie o takie bogactwo ci chodzi (…a może właśnie o takie?).
Jakie są Twoje przekonania co do pieniędzy?
To pytanie na początek.
Bo na ciąg dalszy umówiłam się z Celestyną Osiak https://www.celestyna.pl/ i Kasią Iwanowską http://finanseodkuchni.pl/ , by pomogły mi „rozkminić” i naprawić babskie relacje z pieniądzem.
Ciąg dalszy nastąpi.
Jakie wartości chcesz zaspokoić dzisiaj? Na ile je zaspokajasz w tym momencie?
Wartości mogą się zmieniać. To, co było dla Ciebie ważne kilka lat temu, nie musi być teraz. Co parę lat warto je przejrzeć i zapytać siebie: „Jakie to dzisiaj ma dla mnie znaczenie?”.
Kiedyś myślałam, że wartości są wyryte w kamieniu, że jak raz je odkryłam, to już muszę być im wierna na zawsze. Ale to nieprawda. A takie myślenie jest szkodliwe. Przekonałam się o tym w ubiegłym roku, kiedy podążanie za ambicją i wyzwaniem odebrało mi całą radość z pracy.
Bo tak naprawdę na tym etapie życia chodzi mi o RADOŚĆ: radość z tworzenia, pomagania, dzielenia się, bycia z ludźmi. To nie znaczy, że nie jestem ambitna i nie lubię wyzwań. Jestem ambitna i podejmuję wyzwania, tyle, że nie mogą mi przysłaniać tej wartości nadrzędnej, jaką jest radość.
Oceń, na ile Twoja dzisiejsza praca jest zgodna z Twoimi wartościami. Czy to, co teraz robisz zawodowo pozwala Ci żyć Twoimi wartościami? Wiele osób jest przekonanych, że tylko na swoim można pracować w zgodzie ze sobą, swoimi talentami i wartościami. Ja tak nie uważam i według mnie to szkodliwe myślenie. Prowadzi do złych wyborów albo do frustracji, kiedy się ich nie podejmie.
Praca na etacie jest pracą „dla kogoś”, jeśli tak o niej myślisz. I jest „bez sensu”, jeśli pozbawiasz ją sensu, tak o niej myśląc. A przecież możesz też pomyśleć, że pracujesz dla siebie i wtedy to już zupełnie inaczej wygląda. Możesz poszukać sensu dalej i szerzej, niż tylko wokół własnego ego.
Tylko, że wtedy trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie, swoje myślenie, zachowanie itd., (a to już nie każdemu pasuje, bo łatwiej marudzić, niż się potrudzić). Ja przyjmuję założenie, że masz szczere chęci wziąć odpowiedzialność i że szukasz czegoś, co wykracza znacznie poza Twoje małe, wielkie ego :).
No więc, skoro już znasz swoje wartości to przyjrzyj się teraz tym, którym służy Twoja własna firma lub firma, w której pracujesz.
Każdy biznes w ostatecznym rozrachunku służy ludziom. Dostarcza im tego, czego potrzebują. Dlatego i Ty, w jakiejkolwiek branży byś nie pracował/a, też robisz coś dla zaspokojenia ludzkich potrzeb.
Jaki produkt lub usługę dostarcza Twoja firma? Jaką potrzebę nim zaspokaja? Jaką wartość wnosi w życie ludzi? Np. branża piwowarska dostarcza ludziom rozrywki i odprężenia, ułatwia nawiązywanie i utrzymywanie znajomości – myślałeś/aś kiedyś o tym w ten sposób? Jakąkolwiek wartość dostarcza Twoja firma – Ty też ją dostarczasz. Bez Ciebie nie byłoby to możliwe.
Jeśli nie, jest wielce prawdopodobne, że będziesz odczuwać jakiś brak sensu w tym, co robisz. A jeśli te wartości są bardzo ważne i dla Ciebie, to może jesteś w miejscu, w którym realizujesz swoją życiową misję. Podobnie możesz przefiltrować wartościami stanowisko, jakie zajmujesz.
Jaka jest jego główna odpowiedzialność? Jak służysz innym?
Podejmij decyzję o pasji do pracy. Z jakim nastawieniem pracujesz? Zacznę od krótkiej historii.
Drobny Afroamerykanin w czarnej bluzie kucharskiej i spodniach w czarno białe prążki, stał za stanowiskiem do robienia omletów w restauracji hotelu w Miami. Na klapie bluzy miał przypiętą plakietkę „Omlet Master”. Goście podchodzili do niego, by zamówić swój ulubiony omlet, a on z uśmiechem większym od siebie przyjmował te zamówienia, a potem z wyrazem pełnego skupienia je przyrządzał. Na koniec z dumą i jeszcze większym uśmiechem serwował swoje jajeczne dzieła.
Jadłam swoje śniadanie i patrzyłam na tę scenę z zażenowaniem. Czułam litość i zakłopotanie – z tej plakietki, jego uśmiechu i skupienia. Myślałam o tym, jakie to musi być upokarzające dla niego. I myślałam o tym, jaki ten amerykański kapitalizm jest okrutny. Tego dnia nie wzięłam na śniadanie omletu, choć je uwielbiam.
Kiedy drugiego dnia naszego pobytu znowu na śniadanie przywitał mnie szeroki uśmiech „Omlet Mastera” dostrzegłam w jego oczach, że ten uśmiech jest szczery. Stanęłam w kolejce po omlet. Obserwowałam Mistrza i czułam rosnące zażenowanie i litość… do samej siebie. Bo wtedy zdałam sobie sprawę, że ten człowiek odnalazł sekret i sens pracy, którego ja ciągle wtedy szukałam.
Wtedy jeszcze byłam przekonana, że kiedy człowiek sobie postawi cel, a potem go zrealizuje, to da mu to szczęście. I byłam przekonana, że kiedy człowiekowi z głodu burczy w brzuchu albo zastanawia się, jak spłacić kredyt na rodzinne mieszkanie, to raczej nie myśli o tym, czy praca dostarcza mu radości albo czy ją kocha. Robi, bo musi. Nie musi się zastanawiać. Dolne warstwy piramidy Maslowa (potrzeby fizyczne, bezpieczeństwa, przynależności) są dominujące i domagają się zaspokojenia na poziomie pierwotnego instynktu. A kiedy już człowiek zaspokoi te swoje podstawowe potrzeby, to zaczyna zaspokajać te z wyższej półki. Stabilna praca, zarobki powyżej średniej krajowej, przyzwoita atmosfera w pracy, sprawiają, że budzą się kolejne potrzeby: uznania i rozwoju. Zaczyna się zabieganie o stanowiska, tytuły, kompetencje, nagrody, prestiż, władzę.
Tymczasem:
„Ograniczony cel przynosi ograniczony sukces. Jeżeli kierować nami będą uniwersalne zasady, będziemy w nieustannym procesie osiągania celu. Bez końca. (…)Jeśli celem jest wnoszenie pozytywnego wkładu w życie klientów i zapewnienie im wspaniałego, opłacalnego i przyjemnego doświadczenia, będziemy to mogli robić bez końca. Każdy dzień będzie źródłem radości.”
Dr Dawid Hawkins, „Sukces jest dla Ciebie”
Omlet Master z Miami to wiedział. I pan, który w naszym rodzimym Intercity częstuje herbatą tak radośnie, że krążą o nim posty na FB, też to wie. I wesoły kierowca warszawskiego autobusu, o którym kręcą filmy na YT, również to wie.
Naprawdę nie jest ważne, co posiadamy, ani co robimy, ale to jacy jesteśmy. Jeśli w miejscu, w którym pracujesz możesz być sobą, możesz wnosić i czerpać z tych samych wartości, które są ważne dla Ciebie, to jesteś w bardzo właściwym miejscu. Wystarczy tylko podjąć decyzję.
Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam Ci wyklarować drogę do swojej pasji i powołania.
A jeśli chcesz tego doświadczenia na żywo, zapraszam na warsztaty z odkrywania powołania i budzenia pasji do pracy i do życia.
„Rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu” – głosi napis na drewnianym serduszku, które na warsztaty talentów Gallupa, przyniosła jedna z uczestniczek.
Ten tekst zdecydowanie głosi prawdę. I budzi głód. Ale nie mówi, jak ten głód zaspokoić.
Analiza profilu talentów Gallupa pomaga dotrzeć do sedna, ale nie zawsze wystarczy. Są osoby, które po niej mówią: „Już wszystko jasne!”, ale większość musi drążyć dalej.
Po latach odkrywania i drążenia tematu pracy i pasji u siebie i u ludzi, z którymi pracuję, chyba mam przepis, który może to ułatwić. Podzielę się nim w dwóch wpisach, bo chociaż to prosty przepis, to składniki są złożone.
W co lubiłeś/aś się bawić jako dziecko? Jaką szkołę średnią wybrałeś/aś? Na jakie studia się zdecydowałeś/aś?
W liceum wybrałam profil biologiczno-chemiczny, bo był to jedyny „ludzki” kierunek. Zawsze ciągnęło mnie do natury. Przez chwilę nawet rozważałam bycie lekarzem. Pomysł o praktyce lekarskiej prysł jednak w chwili, w której pani od biologii przyniosła na lekcję tasiemca w słoiku z formaliną. Bladoróżowe zwoje „czegoś martwego”, ciasno upchnięte w szkle. Zrobiło mi się słabo. Musiałam wyjść z klasy, żeby złapać oddech i pożegnać się z wizją siebie jako lekarza.
Na studia wybrałam Zarządzanie i marketing, bo wtedy był to praktyczny i modny kierunek. Kapitalizm w Polsce dopiero rozkwitał, zasilany coraz nowymi inwestycjami zagranicznymi. Potrzeba było kadry menadżerskiej. Ten kierunek dawał szanse na dobrze płatną pracę. No i nie robiło mi się od tego niedobrze.
W trakcie studiów okazało się, że przedmioty rachunkowe są przyczyną moich sennych koszmarów. Zaliczałam je nawet dobrze, ale nauka nie sprawiała mi żadnej przyjemności. Wiedziałam, że nie zostanę pierwszym ekonomistą kraju.
Przyjrzyj się temu czego uczyłeś/aś się łatwo oraz swoim zainteresowaniom.
Które przedmioty, dyscypliny, tematy wchodziły Ci do głowy lekko i miałeś/aś ochotę wiedzieć o nich jeszcze więcej?
Przy wyborze specjalności nie miałam wątpliwości. Utworzono nową: zarządzanie zasobami ludzkimi (wiem, dziś brzmi to tragicznie, ale wtedy było innowacyjne i baaardzo interesujące). Chociaż nie wiedziałam, co dokładnie da się z tym zrobić w przyszłości, miałam ochotę to odkryć.
To był dobry wybór. Człowiek, biznes, zarządzanie i wszystko, co z tym związane pasjonowało mnie przez całe życie i pasjonuje do dzisiaj (chociaż sam człowiek pasjonuje mnie najbardziej).
Przyjrzyj się swoim dotychczasowym wyborom zawodowym.
Jakie stanowiska, prace, jakich pracodawców wybierałeś/aś do tej pory i dlaczego? Poznaj swoje dotychczasowe wartości.
Jeszcze na studiach dostałam szansę pracy w swojej dziedzinie. Na piątym roku studiów zaczęłam pracę. Zostałam asystentką HR Menadżera. Proponowano mi też stanowisko Kontrolera Finansowego. Wybrałam to, do czego mnie ciągnęło, a nie to co się bardziej opłacało.
Zaraz potem sama zostałam HR menadżerem i wszystkie moje kolejne prace były związane z kierowaniem zespołem i funkcją HR. Zmieniały się tylko ustawienia: produkcja/usługi, lokalnie/ globalnie, firma X/firma Y.
W ciągu 20 lat miałam 7 pracodawców (3 razy w ramach tej samej grupy kapitałowej) i jakieś dwa razy tyle stanowisk. Wygląda to na częste zmiany, ale na pewno nie były one pochopne. Jak sobie tak patrzę z perspektywy, to co mnie pchało do zmiany (zawsze odczuwałam jakieś wewnętrzne parcie) to było: chęć spróbowania czegoś nowego, sprostanie jakiemuś wyzwaniu, osiągnięcie czegoś ambitnego, możliwość wykorzystania tego, co już umiem i nauczenia się czegoś nowego.
Jakie wartości za tym stały? Głównie: niezależność, ambicja, rozwój, prestiż, odwaga.
Czy zwracałam uwagę na pieniądze? Oczywiście. Styl życia był i jest dla mnie ważny. Pieniądze same w sobie wartości nie mają, ale dzięki nim można nabyć wiele wartościowych rzeczy. I nie są to tylko rzeczy materialne. Dla mnie przede wszystkim pieniądze są środkiem do niezależności, decydowania o sobie, wolności. Ale uwaga: kiedy stają się celem samym w sobie to niestety zniewalają i o wolności mowy nie ma.
Cdn.