Ile pytań trzeba zadać?

ani 100, ani 60, ani nawet 30 pytań nie trzeba zadawać, by zmierzyć poziom zaangażowania ludzi w pracę. Wystarczy 12 pytań, o ile pytania te są trafnie dobrane i skorelowane z wynikami biznesowymi.

Taki zestaw pytań zawiera badanie zaangażowania Q12 Gallupa. Żadne pytanie, ani żadne słowo w pytaniu nie jest przypadkowe. Oparte na solidnym materiale badawczym (ponad dwie dekady badań na 27 milionach respondentów) pytania w nim zawarte musiały spełniać następujące kryteria:

Po pierwsze: wysoko korelować z kluczowymi parametrami biznesu: zyskownością, sprzedażą, produktywnością, satysfakcją klienta, rotacją, absencją.

Po drugie: wyraźnie odróżniać słabe zespoły od najlepszych.

Po trzecie: dotyczyć takich obszarów, na które największy wpływ ma menadżer zarządzający zespołem (bo ludzie przychodzą do firmy, ale odchodzą od menadżera).

Pytania są nie tylko „w punkt”, ale też mają swoją hierarchię i framework. To pozwala skupić się na najbardziej istotnych dla danego zespołu aspektach i właściwie ulokować energię i zasoby do zmiany.

Co to za „magiczne” pytania? Przedstawiam je w tabelce poniżej (zwróć uwagę, że prezentuję je w odwróconej kolejności i w oryginalnym brzmieniu; badanie jest oczywiście dostępne po polsku, ale tutaj w celach „naukowych” zostałam przy oryginale).

Q12 HIERARCHIA

OBSZAR

PYTANIA

GROWTH

Q12. This last year, I have had opportunities at work to learn and grow

Q11. In the last six months, someone at work has talked to me about my progres.

TEAMWORK

Q10. I have a best friend at work.

Q9. My associates or fellow employees are comitted to doing quality work.

Q8. The mission or purpose of my company makes me feel my job is important.

Q7. At work, my opinions seem to count.

INDIVIDUAL

Q6. There is someone at work who encourages my development.

Q5. My supervisor, or someone at work, seems to care about me as a person.

Q4. In the last seven days, I have received recognition or praise for doing a good work.

Q3. At work, I have the opportunity to do what I do best every day.

BASIC NEEDS

Q2. I have materials and equipment I need to do my job right.

Q1. I know what is expected of me at work.

 

Na samym dole hierarchii są pytania dotyczące zaspokojenia podstawowych potrzeb ludzi w pracy: potrzeby kierunku (moje zadania i cele) i potrzeby zasobów do ich realizacji. Nie ma mowy o produktywnych wynikach zaangażowania, jeśli te potrzeby nie są zaspokojone. To jest baza. Jeśli pomyślisz o konstrukcji Q12 jak o budowli, to pytanie 1 i 2 są jak fundament, ściany i dach.

Przechodząc wyżej, widzisz pytania odnoszące się do zaspokojenia potrzeb indywidualnych – INDIVIDUAL (zauważenia, docenienia, wykazania się), potrzeb społecznych TEAMORK (przynależności, poczucia bycia częścią czegoś większego i ważnego, decyzyjności, więzi) i GROWTH (potrzeba wzrostu i doskonalenia).

Raporty Q12 dają możliwość porównywania się do najlepszych (wyniki powyżej 75 percentyla) albo do ustawienia własnej poprzeczki (np. benchmarking branżowy). Mój Maksymalista podpowiada, by mierzyć wysoko (mastery to przecież wg Dana Pinka jeden z głównych motywatorów człowieka).

Pomiar to dopiero początek. Od samego mierzenia nic się nie zmienia. Najlepsze i najważniejsze dzieje się potem, kiedy zespół zaczyna rozmawiać i wprowadzać zmiany.

A jest o co powalczyć: 21% większa zyskowność, 20% większa sprzedaż, 17% większa produktywność i 10% większa satysfakcja klienta – o tyle wyższe wyniki uzyskują firmy z górnej półki.

W obszarze parametrów ludzkich jest jeszcze lepiej: 70% mniej wypadków, 59% mniejsza rotacja, 40% mniejsza absencja. I nie powinno to dziwić, bo przecież w pracy spędzamy 1/3 życia i to gdzie, jak i z kim pracujemy ma przełożenie na poziom stresu i złego cholesterolu.

 

Jeśli uznasz, że gra jest warta świeczki i chcesz dowiedzieć się więcej napisz do mnie sylwia@scajnsen.com. Jako gallupowski Engagement Champion chętnie pomogę Ci we wdrożeniu.

Nie trzeba być mistrzem wywierania wpływu jak Robert Cialdini*, ani nie trzeba mieć żadnego z wpływowych talentów (Maksymalista, Czar, Komunikatywność, Rywalizacja, Poważanie, Dowodzenie i Wiara w siebie) na czele swojego talentowego DNA, by skutecznie realizować swoje cele zależne od innych.

Kiedy na warsztatach opowiadam o tych talentach i wspominam, że statystycznie należą do najrzadziej występującej talentowej grupy, to widzę, że uczestnicy reagują na dwa sposoby: jedni z uśmiechem lekko prężą pierś do przodu, a drudzy tęsknie wpatrują się w swój profil talentowy, by z rozczarowaniem stwierdzić: „nie mam żadnego”. Zazwyczaj najbardziej zmartwieni są posiadacze wysoko ulokowanych talentów relacyjnych, zwłaszcza Empatii lub Bliskości („bo to takie niebiznesowe talenty” – twierdzą).

Oczywiście to nie jest prawda, że ktoś nie ma talentów wpływu (każdy ma w sobie wszystkie 34 talenty, tylko nie wszystkie mieszczą się w pierwszej piątce (!)) i oczywiście nie jest to powód do smutku, kiedy te talenty tak wysoko nie są.

Bo wszystkie inne talenty można równie skutecznie wykorzystać do wywierania wpływu jak te.

Trzeba tylko:
a) skoncentrować się na tym co masz
b) wiedzieć, jak z nich skorzystać.

 

Dla przykładu:

Można SKONSULTOWAĆ swój pomysł czy rozwiązanie pytając o feedback i tym samym angażując do niego osobę (talentom relacyjnym typu Zgodność, Integrator, Indywidualizacja przyjdzie to bardzo naturalnie).

Można skorzystać ze WSTAWIENNICTWA prosząc o rekomendację wpływową osobę, z którą dzięki Bliskości czy Empatii ma się bardzo dobre relacje.

Można użyć LOGIKI wykorzystując racjonalne argumenty tak bliskie talentom strategicznego myślenia (np. Analitykowi, Kontekstowi, Strategowi, Zbieraniu).

Można skorzystać z talentów wykonawczych (jak Osiąganie, Odpowiedzialność, Ukierunkowanie) i zabrać się do dzieła, stając się MODELOWYM PRZYKŁADEM tego, co chcielibyśmy widzieć u innych.

Można… można wykorzystać jeszcze co najmniej 4 inne techniki uczciwego wpływu (podkreślam uczciwego), które McKinsey&CO zebrał w jeden model, by pomóc wszystkim świetnym pomysłom, konceptom i rozwiązaniom zaistnieć niezależnie od tego, czy ich autor jest naturalnie obdarzony talentami wpływu czy nie.

 

W telegraficznym skrócie są to:

ODWOŁANIE DO AUTORYTETU

ODWOŁANIE DO WSPÓLNYCH WARTOŚCI

STWIERDZENIE

PARTNERSKI SOJUSZ

 

Bardzo niedocenianym narzędziem wpływu jest: SŁUCHANIE.

Jeśli nie umiesz słuchać, to choćbyś miał wszystkie talenty wpływu u samej góry swojej talentowej listy i choćbyś pochłonął wszystkie książki i szkolenia na ten temat, to Twój wpływ będzie marny.

Jeśli słuchasz, to zastanowisz się wcześniej, kim jest odbiorca, jaki jest jego profil talentowy i która ze strategii będzie w jego przypadku najbardziej trafiona (np. dla osób hojnie obdarzonych talentami strategicznego myślenia odwołanie się do logiki będzie bardziej trafione niż odwołanie się do uczuć).

Jeśli chcesz sobie pomóc w rozwijaniu kompetencji wywierania wpływu, możesz skorzystać z mojego programu coachingu indywidualnego w tym zakresie: SKUTECZNY WPŁYW. Nauczę Cię wpływać Twoim sposobem, Twoimi talentami. Bez sztuczek i sztucznego napinania się zwiększysz swoją skuteczność w interakcjach z innymi.

*wszystkim chcącym doskonalić swoje talenty wpływu polecam książki tego autora: 1) Influence. The Psychology of persuasion 2) Pre-swazja no i oczywiście 3) Wywieranie wpływu na ludzi

Jak odkryć swoje przedsiębiorcze talenty i czy warto to zrobić?

 

Czy wiesz, że możesz odkryć swoje przedsiębiorcze talenty? Na stronie Gallupa poza badaniem StrengthsFinder, znajdziesz również badanie Builder Profile. Pewnie zastanawiasz się, czy kolejne badanie jest Ci potrzebne do szczęścia. Jednak 19,99 USD to przyzwoita cena za dowiedzenie się czegoś nowego o sobie i odkrycie swojego przedsiębiorczego profilu. Ja je zrobiłam i nie zawiodłam się. Obiecuję, że tym z Was, którzy budują   zwłaszcza własny biznes ta wiedza bardzo się przyda. Dowiesz się z niego innych rzeczy niż ze StrengthsFindera. Przede wszystkim wyniki badania Builder Profile odnoszą się do aspektu przedsiębiorczości, która może być uprawiana w wieloraki sposób: w budowaniu własnej działalności, w budowaniu partnerskiej działalności, budowaniu organizacji, w której jesteśmy zatrudnieni, czy organizacji, którą wspieramy np. charytatywnie. To budowanie może dotyczyć zarówno działalności biznesowej jak i non profit. 

 

Jakie są talenty osób przedsiębiorczych?

W swoich badaniach Gallup odkrył wspólne talenty, charakteryzujące osoby przedsiębiorcze, tzw. budowniczych. Każda z nich ma miks poniższych dziesięciu talentów:

 

  1. CONFIDENCE wierzy i jest pewny siebie, zna siebie, rozumie innych, jest przekonujący i wpływowy. W efekcie wprowadza nowe produkty/ usługi, innowacje, zdobywa pozycję pierwszego na rynku.
  2. DELEGATOR przekazuje uprawnienia i odpowiedzialność, umie współpracować, rozpoznaje mocne strony ludzi, co owocuje wysokim zaangażowaniem, motywacją i produktywnością zespołu.
  3. DETERMINATION ma bardzo wysoką etykę pracy; jest wytrwały, umie pokonywać przeszkody. Potrafi trafnie rozpoznawać dobre pomysły na biznes, umie stworzyć startup; osiąga co sobie założy.
  4. DISRUPTOR myśli niestandardowo i przyszłościowo, dzięki czemu może „wstrząsnąć” rynkiem i przestawić biznes na nowe tory.
  5. INDEPENDENCE potrafi działać w pojedynkę, sam ustala cele i podejmuje akcje, dzięki czemu potrafi utrzymać startupowe przedsięwzięcie.
  6. KNOWLEDGE zawsze na bieżąco, ciągle poszukuje nowych informacji, które traktuje jako wartość; biznes traktuje jako pasję (obsesyjną wręcz). Dzięki temu tworzy przewagę konkurencyjną i jest w stanie sprostać zmiennym wymaganiom klienta.
  7. PROFITABILITY ma żyłkę/ instynkt do biznesu; ustala jasne cele, tworzy dobre strategie wzrostu. Jego przedsięwzięcia mają dużą zyskowność a biznes jest prowadzony bardzo wydajnie.
  8. RELATIONSHIP ma wysoką świadomość społeczną; buduje skuteczne networki i partnerstwa. To daje mu dostęp do zasobów finansowych, istotnych informacji, a jego pracownicy są zaangażowani.
  9. RISK czuje się swobodnie w niedookreślonych sytuacjach, racjonalnie podchodzi do decyzji i z entuzjazmem do wyzwań. Trafnie rozpoznaje szanse dla biznesu, zyskuje na niszach rynkowych i wprowadza do biznesu nowe inicjatywy.
  10. SELLING jest ambasadorem swojego biznesu/ produktu; łatwo przekonuje innych i klarownie się komunikuje. W efekcie buduje długotrwałe relacje z klientami, zapewnia finansowanie dla biznesu i wyróżnia go na rynku.

 

To jest top 10 talentów. Żeby nam się powiodło, najlepiej skupić się na swoich 4 pierwszych talentach. To już daje duuuuże szanse na sukces. Na przykład przedsiębiorcy z talentem PROFITABILITY czy RISK w czołówce mają 5x większe szanse na zbudowanie biznesu o przychodach powyżej 1 mln USD (tak wynika z badań Gallupa).

 

3 typy budowniczych i ich siła napędowa

 

Według Jima Cliftona, autora książki „Born to build”, „budowniczy” rozwijają ten świat. Inicjują ruch społeczny, ekonomiczny, tworzą miejsca pracy, wprowadzają na rynek zupełnie innowacyjne produkty i usługi. Niekoniecznie są myślicielami. Obowiązkowo są działaczami. Budują małe lub wielkie firmy. Niekoniecznie własne biznesy. Budują lub rozbudowują biznesy, dla których pracują. Niekoniecznie zarabiają na tym, co budują, bo budują też organizacje non- profit.

 

Siłą napędową ich działania jest POTRZEBA; potrzeba niezależności, spełnienia, zrobienia czegoś znaczącego. Pieniądze są skutkiem ubocznym, środkiem a nie celem.

 

Są trzy typy budowniczych tzw. alpha builders:

 

  1. alpha Rainmaker (z ang. osoba mająca wpływy i skuteczna w działaniu) z ogromną determinacją, wytrwałością, energią; dla Rainmakers przeszkody i porażki są dodatkową stymulacją. Praktycznie, bez takiej osoby firma czy organizacja nie działa;
  2. alpha Conductor (z ang. dyrygent) ta osoba trzyma organizację razem, organizuje, koordynuje, sprawnie zarządza zasobami; jest to taki szef operacyjny;
  3. alpha Expert ekspert w danej dziedzinie; z unikalną wiedzą na temat dostarczanego produktu czy usługi, dzięki której to ekspertyzie firma wyróżnia się na rynku.

 

Każdy z tych typów może samodzielnie zbudować „coś”, ale duży i trwały sukces powstaje tam, gdzie te trzy alpha typy grają do jednej bramki. Budowanie w pojedynkę jest trudne, bywa męczące i na pewno nie jest optymalnie efektywne.

 

Benefity z bycia alpha

Każdy z typów budowniczych stawia swój biznes na innych fundamentach.

 

RAINMAKER – jest skoncentrowany na sprzedaży nie przegapia okazji zarobienia pieniędzy; miarą sukcesu jest dla niego zysk. Jest bardzo przekonujący. Łatwo przychodzi mu sprzedanie swojego punktu widzenia. Osiąga ponadprzeciętne wyniki w sprzedaży i w marketingu. Buduje efektywne relacje biznesowe, które wspierają go w osiąganiu celów. Ryzyko nie wzbudza w nim niepokoju. Traktuje je jako coś naturalnego, co wymaga analitycznego podejścia i zarządzenia. Mierzenie się z problemami dnia codziennego nie należy do jego ulubionych obowiązków.

 

CONDUCTOR – ma wyjątkowy talent menadżerski; sprawnie żongluje operacyjnymi wyzwaniami. Stawia organizację stawiając na ludzi. Rzadko działa sam. Rozpoznaje talenty i powierza im odpowiedzialność i uprawnienia. Jest wymagający. Kiedy trzeba wkracza i bez wahania podejmuje decyzje sam. Determinacją i konsekwencją w realizacji zobowiązań zyskuje zaufanie klientów i pracowników. Nie jest uparty. Potrafi obiektywnie ocenić sytuację i zmienić kurs, jeśli cel lub droga okazują się nienajlepsze. Miarą sukcesu jest dla niego wzrost krytycznych parametrów biznesu.

 

EXPERT – jest skoncentrowany na rozwoju produktu; dążąc do bycia najlepszym w swojej dziedzinie wysoko stawia sobie poprzeczkę i szuka przełomowych odkryć; chce znaleźć najlepsze rozwiązania dla swoich klientów. Wysoko niezależny nie zadowala się tym co jest, kwestionuje status quo i testuje nowe możliwości. Jego oceny są trafne, dobrze lokuje czas i energię. Nigdy się nie poddaje i szybko się uczy. Jego przedsięwzięcia wyróżniają się na rynku. Po części artysta i po części naukowiec, dobrze się czuje w obu rolach. Przyziemne kwestie operacyjne i zarządcze związane z biznesem najchętniej powierzyłby komuś innemu.

 

Klucze w budowaniu

 

Poznanie samego siebie służy nie tylko rozwojowi osobistemu per se, ale jest też pierwszym z czterech kluczy budowania, których stosowania uczy książka Jima Cliftona:

 

Klucz 1) Samoświadomość dobra znajomość własnych możliwości, motywacji, wartości, uczuć, kompetencji to pierwsze, co musisz wiedzieć, zabierając się za budowanie swojego przedsięwzięcia. Z badań Gallupa (i zdrowego rozsądku) wynika, że kiedy dobrze wiemy i akceptujemy, kim jesteśmy, to zyskujemy pewność siebie i wiarę w powodzenie swoich zamierzeń.

Klucz 2) Pomysł na biznes wiąże się i daje odpowiedź na pytanie „co budować”. Możliwości jest całe mnóstwo: od tych, które widać od razu (np. poprawa jakiegoś istniejącego procesu czy produktu) do tych, które wymagają odkrycia (np. w związku z jakąś zmianą demograficzną czy prawną, która stworzy nową potrzebę na rynku).

Klucz 3) Realizacja pomysłu nawet najlepszy pomysł nie jest nic wart, dopóki się go nie wprowadzi w życie; ale od czego zacząć, żeby dobrze zacząć?

Klucz 4) Zespół samemu budować trudno; choćby się było alpha przez gigantyczne A. Badania pokazują, że sukces odnoszą ci, którzy korzystają z networku, współtworzą swoje przedsięwzięcia z klientami; budują alianse z dostawcami i inwestorami.

 

Jakie jest Twoje top 4 przedsiębiorczych talentów? Które z cech rozpoznajesz u siebie?

Zapraszam Cię do grupy WYTWÓRNIA TALENTÓW, bo tam praktykujemy BORN TO BUILD i łączymy kropki, by spełniać się w pracy nad swoją przedsiębiorczością.

„NAWIEDZONY” TALENT GALLUPA – WSPÓŁZALEŻNOŚĆ

Jako świeżo odkryta posiadaczka Współzależności / Connectedness mam w sobie ogromną ciekawość tego talentu. Czułam, że mogę go mieć wysoko, bo ostatnie parę lat to była dla mnie jedna wielka podróż rozwojowa. I cieszy mnie to jego piąte miejsce, i zastanawiam się, jak zrobić z niego najlepszy użytek.

Bo to jest wielka sprawa dla mnie.

W poprzednim życiu (tym na etacie w korporacji) miałam łatwość identyfikowania tego talentu u innych. Tylko nie wiedziałam, że się nazywa Współzależność. Słowo, które jako pierwsze przychodziło mi do głowy, to było „nawiedzony”. No bo jak inaczej ja, twardo stąpająca po ziemi, nastawiona na cel i sprawnie meandrująca w relacjach biznesowych, mogłam nazwać kogoś kto opowiadał o energii, bioenergetyce, medytacji, świadomości, fizyce kwantowej, medycynie chińskiej, cudownej mocy oddychania, leczniczym działaniu ususzonych roślinek własnoręcznie zebranych, masażu powięziowym, genealogii, potrzebach duszy… No, Nawiedzony. Nie inaczej.

I ja teraz mam za swoje i tez jestem Nawiedzona : ). Cool!

No tak, tylko ja już jestem poza głównym nurtem. Sama tworzę swój biznes i przyszłość a co z tymi, którzy są obdarzeni Współzależnością, a pracują w tzw. tradycyjnym biznesie? Czy dla Współzależności jest tam w ogóle miejsce?

TALENT WSPÓŁZALEŻNOŚĆ – ESENCJA

Właściciel rozwiniętego talentu Współzależność nosi w sobie głębokie przekonanie, że człowiek jest częścią czegoś większego niż on sam. Potrafi nadać pojedynczym aktywnościom głębszy i większy sens. Dostrzega, że pod warstwami powierzchniowych różnic wszyscy jesteśmy tacy sami: spragnieni więzi i uznania, i pełni lęku przed ich utratą. Współzależność „łączy kropki”: uświadamia zależności, buduje mosty, integruje, jednoczy w większej sprawie. Wysoko intuicyjna podejmuje trafne decyzje szybciej, niż robi to logiczny mózg.

TALENT WSPÓŁZALEŻNOŚĆ – DLACZEGO

Mam taką obserwację, że jesteśmy nasyceni i przesyceni konsumpcjonizmem. Ludzie coraz częściej poszukują wyższych wartości i prostoty. Pytanie o sens życia to nie jest już pytanie zadawane tylko przez leciwych filozofów czy 40-latków, którzy przechodzą kryzys wieku średniego. Żyjemy w czasach, w których pytanie o życiową misję zadają sobie już dwudziestolatkowie. Taki Millennials porzucający dobrze płatną pracę dla odbycia podróży po Indiach w poszukiwaniu siebie, wprawił w osłupienie niejednego menadżera.
I może właśnie stąd „nowa psychologia biznesu”, którą tworzą Dan Pink, Simon Sinek czy Jim Clifton, cieszy się coraz większym zainteresowaniem i zastosowaniem?

TALENT WSPÓŁZALEŻNOŚĆ – ZASTOSOWANIE

No i tu widzę ogromny potencjał do wykorzystania w biznesie i pole do popisu dla talentu Współzależność:

Ktoś kto potrafi w tym skutecznie pomóc, potrafi zmieniać. I budować przewagę konkurencyjną w oparciu o uniwersalne wartości. Skarb!

Szybkich pomysłów na wykorzystanie Współzależności w biznesie mam jeszcze kilka:

Pracujesz z kimś, kto wierzy, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a w życiu nie ma przypadków? Wielce prawdopodobne, że to właściciel Współzależności. Podziel się z nim tym wpisem. To nie przypadek, że go czytasz.

Jeśli chcesz skorzystać z mojej Współzależności (#5), napisz do mnie. Skroimy „warsztaty z misją” na miarę potrzeb twoich, twojego zespołu lub firmy.

I zapraszam do grupy WYTWÓRNIA TALENTÓW, bo tam zaraz zaczynamy praktykować BORN TO BUILD, w którym będziemy łączyć kropki i budować swoje przedsiębiorczo-twórcze spełnienie.

Czy talenty Gallupa mogą się zmieniać?

Często dostaję to pytanie na wstępie do pracy coachingowej lub warsztatowej. Czuję, że pytający chciałby usłyszeć, że „nie”. Bo tak by było prościej. Mieć swoją szufladkę na całe życie. Szufladkę opisaną nazwami pięciu talentów, którą można by było otwierać, kiedy nam pasuje (do tego mam talent) i zamykać, gdy coś nie idzie po naszej myśli (bo nie mam talentu).

Gallup nie jest wyrocznią, a życie jest procesem, w którym się cały czas uczymy. I jeśli w tym naszym życiu dokonujemy świadomie lub całkiem przypadkiem zmian, to my również się zmieniamy.

 

Kilka dni temu odświeżyłam swoje badanie Gallupa. Spodziewałam się zmian, bo przecież trzy lata temu, kiedy robiłam je po raz ostatni, byłam w zupełnie innym miejscu. Pracowałam na etacie w korporacji. Teraz pracuję u siebie. Codzienne mierzyłam się z wyzwaniami stawianymi przez organizację. Teraz mierzę się z wyzwaniami, które sama sobie stawiam. Pracowałam z kilkunastoosobowym zespołem. Teraz pracuję sama. Byłam szefową dla innych. Jestem szefową dla siebie. Wszystko się zmieniło.

Wiedziałam, że w raporcie Gallupa będą roszady. Zawsze tak jest przy dużych zmianach. Talent z pozycji trzeciej może być na piątej. Talent z dwunastej może być na szóstej. Nowe okoliczności uruchamiają w nas pokłady potencjału, który do tej pory był w uśpieniu. Nie był po prostu potrzebny tak bardzo, jak inne.

 

Moje nowe top pięć to Strategic/STRATEG, Ideation/ODKRYWCZOŚĆ, Intellection/INTELEKT, Connectedness/WSPÓŁZALEŻNOŚĆ, Empathy/EMPATIA.

 

Tylko Ideation pozostało na swoim starym miejscu. W pierwszej dwunastce namieszało się tak bardzo, że przez chwilę wcale się nie cieszyłam z tej zmiany. Achiever, który mi towarzyszył przez całe dotychczasowe życie, usunął się na rzecz Empatii. Indywidualizację, która pomagała mi dostrzegać wyjątkowość każdego, zastąpiła duchowa Współzależność i dostrzegający wyjątkowe talenty Maximizer. Przybyło mi Wiary w Siebie i pewności Dowodzenia.

 

Ucieszyłam się, że krytyczny Restorative usunął się daleko w cień (to efekt pracy z Hawkinsem) i że Significance nabrało nowego znaczenia (to efekt poskromienia ambicji).

 

Przez moment miałam ochotę zakwestionować wyniki. Bo przecież one pokazywały, jakby moją nową tożsamość, kiedy ja już przyzwyczaiłam i przywiązałam się do poprzedniej. Było mi całkiem dobrze w mojej szufladce z napisami Achiever/ Ideation/ Relator/Indywidualizacja/ Arranger.

I wtedy spojrzałam na „ogon” raportu Gallupa. Na końcu mojego talentowego DNA niewiele się zmieniło. Nadal nie nadaję się do dyplomacji, mało czasu poświęcam analizom i nadal lubię zmiany. I to mnie uspokoiło, bo znaczy się, że to nadal ja. To, co nie było w mojej naturze, nadal w niej nie jest.

Na ten moment to uspokojenie było / jest mi potrzebne. Potrzebuję oswoić się z moim nowym zestawem, nauczyć się z niego korzystać. Potrzebuję też oswoić się z myślą, że człowiek może wszystko, kiedy tylko pozbędzie się wszelkich przekonań i ograniczeń. Nawet tych talentowych.

To dopiero będzie WOLNOŚĆ!

Jeśli chcesz poznać swoje talenty i popracować nad ich pozytywnym wykorzystaniem, zapraszam na Ambasadorkę Talentów. Następna edycja dopiero za rok. Nie przegap!
I zapraszam do grupy Wytwórnia Talentów, gdzie zanurzamy się w potencjale po to, by z nim wypłynąć na szerokie wody.

Jestem magiczna, gdyż słyszę głos Twojej duszy i czuję Anioły. Jestem konkretna, ponieważ celnie namierzę źródło Twoich problemów i sposób, w jaki je przetransformować, a w biznesie dobiorę strategię sprzedażowo-marketingową zgodną z Twoimi talentami  – tak mówi o sobie Celestyna Osiak, przedsiębiorca, biznes mentor, Soul Coach – z którą rozmawiam o pieniądzach.

 

Na moich warsztatach ludzie odkrywają swoje talenty, pasje i często potem decydują się na „biznes z pasją”. Zdarza się jednak, że po 4-ech miesiącach niesatysfakcjonujących zarobków ich entuzjam nagle gaśnie. Czy na pasji da się zarobić? Czy biznes i pasja to jest to samo? 

 

Celestyna: Biznes to jest robienie pieniędzy. Jeśli decydujesz się na własny biznes to trzeba to sobie szczerze powiedzieć, prosto w oczy, najlepiej przed lustrem, że taka jest nasz intencja.  Biznes nie może opierać się tylko na pasji, gdyż wtedy robimy puste przebiegi, unosimy się na fali zachwytów nad naszą pasją, a na koniec dnia nie mamy z tego profitów. Dlatego też łączmy biznes z pasją. Planujmy przychody, róbmy budżety i wykonujmy plany sprzedażowe. Wtedy osiągniemy idealne połączenie: spełnienie finansowe i spełnienie duchowe w naszej pasji.

 

Decydując się na własny biznes po pracy na etacie w korporacji, na co się decydujemy?

 

Celestyna: Środowisko korporacji jest bardzo różne od środowiska, w którym prowadzisz własną działalność. Praca w korporacji zapewnia stabilny dochód. Jest bezpiecznym, sprawnie działającym systemem. We własnej firmie, szczególnie na początku jest chaos. Dodatkowo, jesteś od wszystkiego. Wykonujesz swoją usługę, ale też jesteś marketingowcem, księgową, technicznym. We własnej działalności na pewno trzy, cztery miesiące nie wystarczą, by rozkręcić super dochodowy biznes. 1,5 roku czy dwa lata to minimalny czas, którego potrzebujesz, by osiągać dobre, stałe, stabilne  dochody. Firma to jest twór, który trzeba stworzyć, a to wymaga czasu oraz konsekwentnego realizowania strategii marketingowo-sprzedażowych.

 

Kiedy po paru miesiącach działania na własną rękę zorientowałam się, że nie zarabiam tyle, ile zarabiałam wcześniej, podupadło moje poczucie własnej wartości. Zaczęłam je kwestionować, bo nie miało odzwierciedlenia w zarobkach.

 

Celestyna: Mnie też się to zdarzało. Na początku prowadzenia swojej pierwszej działalności- szkoły językowej- były czasy, że wyjadałam resztki makaronu z szafek i wcale nie czułam się wtedy pewna siebie. Też, kiedy się przebranżowiłam na biznes coachingowy i nie miałam tylu klientek, ile bym chciała też łączyłam swój status z poczuciem własnej wartości. To są bardzo trudne momenty. I mają negatywne przełożenie na biznes, bo wtedy  klienci czują, że bardzo potrzebujesz sprzedać. A wtedy ludzie nie kupują. Nie prowadzisz biznesu z poziomu partnera biznesowego tylko z poziomu ofiary.  A to nie jest fajne. Nikt nie chce kupować w energii ofiary.

Co robić w takich momentach? Jak z tego dołującego stanu wyjść?

 

Celestyna: Ja zaczynam oddychać. Najczęściej wtedy ujawnia się uczucie strachu. Pozwalam mu być. Doświadczam. Mam świadomość, że to strach. „Robię strach” – to takie ćwiczenie. Może nie kontroluję przez to strachu, ale on już mnie nie kontroluje. To jest taki początek do pracy z emocjami, a we własnej firmie tej pracy z emocjami jest bardzo dużo. Jest takie powiedzenie, że są trzy najlepsze sposoby na rozwój osobisty:

  1. związek
  2. dzieci
  3. własna firma.

Uświadomienie sobie uczucia: strachu, gniewu, żalu itd. i powiedzenie sobie, że to jest w porządku, to pierwszy krok do wyjścia. Świadomość jest tym pierwszym krokiem.

 

Brzmi jak technika uwalniania Hawkinsa, której jestem fanką. Teraz rozumiem, czemu mnie tak „pchało” do własnej firmy.  Naturalny etap w rozwoju ☺.

 

Celestyna: Dobrym sposobem na takie momenty jest też przypomnienie sobie co dobrego zrobiłaś np. zbierając rekomendacje od klientów. Mając taką książkę czy folder z rekomendacjami możesz do niego wracać i czerpać z niego pozytywną energię. Możesz też czerpać ją z osobistych doświadczeń. Jakiś momentów trudnych w życiu, z których wyszłaś. Dla mnie np. był to skok spadochronem, którego bałam się ogromnie i  nie skoczyłam za pierwszym razem. Potrzebowałam kilku tygodniu, by go przepracować i wtedy powtórzyłam próbę już z powodzeniem.

 

Co powiesz na taką strategię: wchodzę do nowej firmy, mam duże kompetencje. Godzę się jednak na niską pensję, bo przecież ja udowodnię, ile jestem warta i wtedy poproszę o podwyżkę (a raczej oczekuję, że moja wartość zostanie rozpoznana i dostanę ją bez proszenia).

 

 Celestyna: Ja rozpatruję pieniądz w takich dwóch kategoriach: pieniądz zewnętrzny i pieniądz wewnętrzny. Pieniądz zewnętrzny to jest ten realny, który wpływa na nasze konto czy do portfela w postaci wynagrodzenia, wypłaty. Ale istnieje też pieniądz wewnętrzny oraz nasza wartość wewnętrzna. I tutaj, przy tej „strategii” wyłania się mi pytanie o wartość wewnętrzną osoby, która tę strategię stosuje. O uznanie siebie za wartościową osobę z kompetencjami, z wiedzą, z doświadczeniem. Wydaje sie w tym przypadku,  jakby ta osoba nie uznała swojej wartości. Jakby miała przekonanie, że musi ciężko zapracować na uznanie i  że musi udowodnić tą ciężką pracą. To jest jedno z klasycznych przekonań na temat pieniądza w naszym społeczeństwie. Szczególnie u kobiet jest ono bardzo mocno wpojone. Warto się zastanowić nad tym wchodząc do nowej organizacji. Z jaką decyzją odnośnie poziomu swojej wartości wchodzimy. Panowie (generalizuję) nie maja takiego problemu. Mają silniejsze przekonanie o swojej wartości. Kobiety mają wpojone, że muszą ją udowodnić. Potrzebują takiej zgody z zewnątrz „tak zasługujesz”.  A pamiętajmy, że to my, my same ustalamy nasze wewnętrzne poczucie wartości. I już tak zupełnie strategicznie skuteczniejsze jest powiedzenie wyższej stawki na początku, niż potem chodzenie po podwyżkę.

 

Czy jeśli coś mnie kosztuje mało pracy, to nieuczciwym jest zarabianie na tym większych pieniędzy?

 

Celestyna: Widzisz to znowu jest to przekonanie, że żeby zarobić trzeba się naharować w trudzie i znoju. To jest przekonanie z XIX wieku, nawet nie XX. Zupełnie nieaktualne i nieprawdziwe. Przecież, jeżeli coś nam przychodzi łatwo to jest to objaw naszego talentu, geniuszu a za geniusz się dużo płaci. Żyjemy w czasach, kiedy dzięki naszym przodkom, dzięki ich ciężkiej pracy my już tak pracować nie musimy. Pożegnajmy więc to przekonanie i honorując naszych przodków korzystajmy z naszych talentów. Zarabiajmy na nich sowicie.

 

 

Jak wyceniać swoje usługi, swój produkt? Do jakiego stopnia kierować się cenami rynkowymi?

 

Celestyna: To zależy o jakim rynku mowa i w jakim momencie jesteś. Na początek może warto mieć lekko niższe ceny niż konkurencja, żeby wejść np. na rynek korporacyjny i po osiągnięciu jakieś skali móc dyktować ceny. Mój rynek to rynek klientów indywidualnych, kobiet, które prowadzą small biznesy. Dla mnie punktem wyjściowym do ustalenia ceny jest ustalenie wartości, jaką moja usługa wnosi w życie tych klientek, w życie ich firm.  Bardzo często i znowu kobiety właśnie popełniamy ten błąd, że w wycenę ‘wplątujemy’ własne poczucie wartości. Myślimy bardzo egoistycznie, ze swojego punktu widzenia a powinnyśmy myśleć o kliencie.

 

Skąd wiedzieć, jaką to ma dla niego wartość?

 

Celestyna: Najprostsza rzecz, to zapytać swoich klientów. Jeśli ich nie masz, to zrobić sobie taką sprzedaż wewnętrzną – zastanowić się, jaką wartość miałoby to dla ciebie, np. w twojej pracy – coachingu kariery – pomogłaś komuś znaleźć pracę, ale to nie jest jedyna wartość, bo jaką to ma wartość? Dzięki tej pracy, twój klient ma wyższe zarobki. A jaką to ma wartość? Jego rodzina ma stabilizację finansową. A jaką to ma wartość? Jego dzieci mogą się swobodnie kształcić również poza szkołą. Można to tak pogłębiać, zadając sobie ciągle pytanie – a jaką to ma wartość – aż dochodzimy do rzeczy zupełnie bezcennych.

 

Wydaje mi się, że najczęstszą i najłatwiej obieraną strategią, jest po prostu sprawdzenie cen konkurencji i zajęcie jakieś swojej, zbliżonej pozycji.

 

Celestyna: To jest w porządku, ale na początek. Inną wartość wnosi ktoś początkujący, a inną osoba z doświadczeniem. Najważniejsze znaczenie ma jednak wiara, że to co robisz ma wartość. Odwołuję się tutaj do badań, jakie przeprowadzono na grupie psychologów z różnym stażem pracy. Okazało się, że ci z 2-letnim stażem – którzy mocno wierzą w wartość swojej pracy – mają taką samą zdolność pomagania swoim klientom, jak ci z 20-letnim stażem. Wiara jest tym czynnikiem transformacyjnym. Jeśli twoje ceny są za niskie – wysyłasz swoim klientom podświadomie taki sygnał: „może to zadziała, a może nie zadziała”. Dlatego uważam, że obowiązkiem wobec klienta jest przepracowanie własnych przekonań finansowych i tematu wartości – od wartości własnej poczynając.

 

Co jeśli klientów nie będzie stać na moje usługi/produkt, bo ta wartość jest „za droga”?

Celestyna: W tum przypadku musisz się zastanowić do jakiego klienta kierujesz swoją ofertę i gdzie znajdziesz klienta, który za twoja ofertę zapłaci. Niezależnie od tego, dobrze jest mieć w swoim portfolio zakres ofert, czyli  ofertę podstawową, średnią, ekskluzywną– tak żeby każdy mógł skorzystać.

 

Mam wrażenie, że ostatnio stało się „modne” dawanie wartości za darmo, bo jak daję, to do mnie wróci.

 

Celestyna: Tak pod warunkiem, że to dawanie jest z otwartego serca. Natomiast takie „dawanie” z oczekiwaniem, że do mnie wróci może być powodem rozczarowania, zniechęcenia, bo co jeśli nie wraca? Pamiętajmy, że firma, własny biznes ma przynosić pieniądze. Więc ustalmy strategię. Dawajmy pewne rzeczy za darmo, po to chociażby by klienci poznali naszą wiedzę, doświadczenie, mieli próbkę naszej pracy. Takie podejście jest też uczciwe, bo przecież nikt nie chce kupować kota w worku. Pokażmy się jacy jesteśmy, co oferujemy, bo kupi od nas ktoś kto nas zna, lubi, ufa. Pamiętajmy jednak, że nie możemy w nieskończoność dawać. Potrzebujemy też dostawać. I kiedy prowadzimy własny biznes to prowadzimy go przede wszystkim dla siebie, gdyż biznes ma na nas zarabiać, pozwalać nam godnie żyć i realizować nasze marzenia. Więc przede wszystkim w pierwszej kolejności musimy zadbać o siebie. Z pustego dzbana i Salomon nie naleje.

 

Na zakończenie, czy masz jakieś przesłanie?

 

Celestyna: Kieruję je do kobiet: Drogie kobiety mówię to od siebie oraz tez w imieniu moich mentorek milionerek: w biznesie chodzi o pieniądze i to jest ok. Bo za pieniądze kupujemy chleb, za pieniądze ubieramy dzieci, kształcimy je, za pieniądze jeździmy na wakacje z rodziną i możemy razem spędzić cudowny czas i przede wszystkim realizujemy swoje spełnione życie.  Pierwszy krok należy do Was: pozwólcie sobie zarobić pieniądze. Weźcie głęboki oddech, rozłóżcie ręce do wszechświata w geście gotowości na przyjmowanie  i dajcie sobie prawo do zarabiania pieniędzy. A następnie konkretnie ustalcie strategię marketingowo-sprzedażową, po to by móc je mądrze zarabiać i działajcie! Świat i Wasi klienci czekają na wartość, którą dajecie.

 

Bardzo dziękuję. Ta rozmowa miała dla mnie dużą wartość.

 

I zapraszam na stronę Celestyny – www.celestyna.pl, gdzie znajdziecie jej  kurs online prowadzący do zmiany przekonań co do pieniędzy, ofertę pracy indywidualnej: mentoringu lub VIP-owskiego dnia, no i oczywiście gratisowe bonusy. 

Zapraszam również do grupy (kliknij tutaj)  WYTWÓRNIA TALENTÓW, gdzie tematem przewodnim października są pieniądze właśnie.

 

Pieniądze są OK!

 

Jeśli jeszcze nie wiesz jaki masz talent zapraszam do odkrywania talentów – zostało ostatnie miejsce na listopadową pigułę Warsztaty, a dla tych co nie zdążą na kurs online  – Ambasadorka Talentów, którego II edycja rusza też w listopadzie. Moje nowe przesłanie brzmi: Postaw na talent zamiast na ciężką pracę.

 

Moje obserwacje są takie, że większość ludzi a konkretnie kobiet boi się pieniędzy. W najlepszym wypadku ma do nich relację „chciałabym i boję się”. Mnie to również dotyczy.

Obiegowe opinie na temat pieniędzy.

Czemu?

Bo pieniądze szczęścia nie dają.

Bo pieniądze są synonimem sukcesu, a kobieta sukcesu to suka.

Bo mężczyzna jest od zarabiania pieniędzy.

Bo bogaty nie znajdzie miejsca w niebie.

Bo pokażcie mi bohaterkę z bajek, która jest dobra i bogata jednocześnie. Ha!

…itd.

Negatywnych stereotypów i przekonań dotyczących pieniędzy jest mnóstwo.

Do tych w obiegu powszechnym dochodzą jeszcze skrypty wyniesione z rodzinnego domu. Jeśli z powodu pieniędzy były w nim awantury, to raczej nie będą się dobrze kojarzyć. Jeśli ciągle ich brakowało, to będą obiektem pożądania i strachu jednocześnie. Jeśli nie wypadało o nich mówić, to ciężko będzie negocjować podwyżkę. Jeśli były wyznacznikiem wartości „bycia kimś”, to z nimi będziemy wiązać poczucie własnej wartości itd. itp.

Przypomnij sobie, jaki stosunek do pieniądza panował w twoim domu, a wiele się wyjaśni.

Sporo wyjaśnić też może Twoje pierwsze, spontaniczne i intuicyjne skojarzenie ze słowem pieniądze. Bo jest wielce prawdopodobne, że za takim pierwszym skojarzeniem stoi wyryty w podświadomości wzorzec, który sprawia, że z precyzyjnością szwajcarskiego zegarka podążasz szlakiem, na którym jest tyle pieniądza, ile potrzeba, aby wzorzec był ciągle prawdziwy.

Zatrzymaj się tutaj, pomyśl i poczuj:

Z czym Tobie kojarzy się słowo PIENIĄDZE?

Ja spytałam o to na fejsbuku. Od znajomych dostałam kilkadziesiąt odpowiedzi, które (na swojego „czuja”) pogrupowałam tak:

Wartości uniwersalne

Pragmatycznie

Komfort

Stereotypy

Relacja negatywna

Dobro, wolność, niezależność, dobrostan, miłość

Praca, przydatne, biznes, wydatki, rachunki, zobowiązania,
bezpieczeństwo

Przyjemność, luz w głowie, możliwości, relaks, podróże, wygoda, dolce vita, zabawa, luksus Sukces, ładna pogoda (dla bogaczy), sknerus McKwacz, hipokryzja Pogoń, brak, przywiązanie

Zdziwiła mnie mała ilość negatywnych skojarzeń. Spodziewałam się ich w znacznie większej ilości (bo to by mi pięknie i prosto wyjaśniało, skąd te problemy z pieniądzem).

Ale nie.

Najwięcej głosów zebrały wartości uniwersalne i wszelkie przyjemności, które dzięki pieniądzom można nabyć (uwaga: nie daję sobie palca uciąć za reprezentatywność mojej próbki ;)).

No więc czemu, mimo pozytywnego skojarzenia, ta relacja z pieniądzem jest ciągle „taka sobie”?

A może ona nie jest taka sobie.

Może ona jest dokładnie taka, jaka może być, bo Twoje głęboko zakorzenione przekonanie, co do pieniędzy, ją kształtuje.

Jak samospełniająca się przepowiednia. Jak magiczny wzorzec.

Pieniądze to dla ciebie brak? Więc może ciągle za nimi gonisz.

Pieniądze to dla ciebie relaks? Więc może w pierwszej kolejności wydajesz na relaks, a na inne rzeczy nie starcza.

Pieniądze to dla ciebie ciężka praca? Więc może nie doceniasz swoich talentów i wyceniasz swoją pracę za nisko.

Pieniądze to dla ciebie bezpieczeństwo? Więc może wystarcza na rachunki i tyle.

Itd. itp.

Odkryj swój wzorzec, którym podążasz i przyjrzyj się swojej relacji z pieniądzem dokładnie, bo może jesteś bardzo BOGATA i tylko nie o takie bogactwo ci chodzi (…a może właśnie o takie?).

Jakie są Twoje przekonania co do pieniędzy?

To pytanie na początek.

Bo na ciąg dalszy umówiłam się z Celestyną Osiak https://www.celestyna.pl/ i Kasią Iwanowską http://finanseodkuchni.pl/ , by pomogły mi „rozkminić” i naprawić babskie relacje z pieniądzem.

Ciąg dalszy nastąpi.

Czyli o talentach, które niewiele mają ze sobą wspólnego

Niedawno pisałam, żeby nie przesadzać z różnorodnością w budowaniu zespołów, bo to wcale nie sprzyja ich efektywności.

Owszem, ludzie różnią się i na tych różnicach wiele dobrego można zbudować, ale…

Wyobraź sobie taką nie całkiem hipotetyczną sytuację, w której do wspólnego projektu stają w duecie właściciele:

Para 1: Command i Achiever – ten pierwszy mówi co, jak i kiedy ma być zrobione, a ten drugi nie cierpi, kiedy mu się wydaje polecenia.

Para 2: Deliberative i Woo – ten pierwszy z rezerwą podchodzi do każdej znajomości, a ten drugi wchodzi w nią z prędkością światła.

Para 3: Ideation i Consistency – ten pierwszy uwielbia zbaczać z drogi i odkrywać nieznane, a ten drugi chadza tylko chodnikiem.

Para 4: Futuristic i Context – ten pierwszy opiera się na marzeniach o przyszłości, a ten drugi na dowodach z przeszłości.

Skrajności w zespole

Jak widzisz, te talenty są w skrajnej opozycji do siebie. Ale nie tylko te. Każdy talent ma takiego swojego antagonistę. A jeśli jeszcze taki duet zdarzy się na linii szef-członek zespołu? A jeśli zespół miałby się składać z samych skrajności?

To mogłoby być ciekawe! Różnorodnie i… jak na ringu.  

W zasadzie to nie musisz sobie tego wyobrażać. To się dzieje naprawdę. Ale nie jest jak na ringu, bo zawodowy profesjonalizm i kultura osobista powstrzymują ludzi przed awanturą.

Oczywiście poznanie się, otworzenie na drugiego człowieka, jego perspektywę i talenty, to jedyna słuszna droga do przyjemnej i efektywnej pracy zespołowej, zawsze będę do tego zachęcać i takie podejście promować.

Zachęcać też będę do przyjrzenia się kosztom tej drogi i ostatecznym rezultatom.

Różnorodność czy homogeniczność w zespole?

Finalnie super różnorodny zespół wcale nie musi być zespołem wydajnym. W takim zespole ludzie więcej czasu spędzą na „obwąchiwaniu się” i uczeniu siebie nawzajem, niż na dostarczaniu i doskonaleniu wyników. Nie obędzie się bez inwestycji wspierających umiejętności miękkie.  

Z kolei zespół homogeniczny talentowo ma limitowane moce. Podobne talenty oznaczają podobne podejście i podobne rozwiązania. Istnieje też ryzyko, że taki zespół przeistoczy się w kółko wzajemnej adoracji.

Co warto zrobić?

Po pierwsze: poznać siebie – to zawsze najlepszy początek, w drodze do zmiany. Nim zechcesz lepiej zarządzać, wpływać, czy dogadywać się z X-em, czy Y-kiem, zacznij zarządzać, wpływać i dogadywać się ze sobą.  

Jeśli jesteś szefem, to po drugie: dobieraj ludzi do zespołu/projektu świadomie, kierując się tym, kogo Wam potrzeba. Kompetencje to nie wszystko, „chemia” też musi być (i odwrotnie również).

Jeśli jesteś szefem to po trzecie: zadbaj o wprowadzenie nowego człowieka do zespołu. Przedstawienie od mocnej strony, skróci czas „obwąchiwania” i wpłynie pozytywnie na relacje i wyniki.

I po czwarte, które dotyczy każdego: korzystaj z inności. Zamiast pytać: „co z nim jest nie tak?”, pytaj „jak mogę to pozytywnie wykorzystać?”.

Nie gwarantuję, że stosując się do tych zasad zostaniecie talentowymi przyjaciółmi, ale gwarantuję, że nie będziecie też żyć jak pies z kotem.

Mapa stanów świadomości

Od paru miesięcy przerabiam Technikę Uwalniania” Hawkinsa. Żadna z rozwojowych książek nie zatrzymała mnie na tak długo. Mam poczucie, że to właśnie Hawkins i jego mapa stanów świadomości” jest źródłem, a wszystkie inne znane mi teorie i praktyki są jak strumienie płynące z tego źródła.

Ciemne strony talentów, wyparte osobowości, negatywne przekonania, negatywne emocje i inne czarne paskudy z dolnej listy mapy, muszę przyznać, przyciągają mnie i fascynują. Mają w sobie chyba jakąś magiczną moc.  

Wstyd, złość, frustracja, wrogość, pycha, strach, beznadzieja, krytycyzm, zazdrość, żal – kto nie odczuwa takich i podobnych stanów, niech pierwszy rzuci kamieniem. Bywają tak mocne, że przyćmiewają wszystko to, co w człowieku najlepsze. Sprawiają, że człowiek czepia się sam siebie, że nie wierzy w siebie. Nawet przestaje siebie samego lubić!

Dlaczego działamy wbrew naturze?

No i to wydaje mi się bardzo intrygujące, bo przecież, jak każdy gatunek, tak i ludzki, jest biologicznie zaprogramowany na przetrwanie. Utrzymywanie się w stanie ciągłego wstydu, złości, frustracji, wrogości, pychy, strachu, beznadziei, krytycyzmu, zazdrości, czy żalu, nikomu na zdrowie nie wyszło (no chyba, że o czymś nie wiem).

Więc po co wpędzamy się w takie stany? Po co pożytkujemy energię życiową na coś tak nieproduktywnego? Dlaczego zamiast pożytkować boski potencjał, inwestujemy moc energii tylko w to, żeby go nie zmarnować?  

No chyba, że to, co kryje się po drugiej stronie lustra, wcale nie jest takie złe w ogólnym rozrachunku. Być może można na to spojrzeć z innej perspektywy. Może stoi za tym jakaś korzyść. Tak, to by było logiczne, również z biologicznego punktu widzenia.

Po drugiej stronie lustra

Ja spróbowałam się zanurzyć w mętnej wodzie swoich ciemnych stron. Połączyłam znane mi koncepty i pogadałam ze sobą, a raczej ze swoją świadomością.

I odkryłam, po co mi gniew, smutek, pycha i wstyd. Ze zdumieniem stwierdzam, że dopiero grzebiąc w tych nieprzyjemnych wymiarach siebie, dotarłam do swojego sedna. Smutek służy mojej kreatywności, gniew mnie mobilizuje, wstyd chroni przed utratą relacji. Czy miałabym się ich pozbywać? Nigdy w życiu!  

Czasem to nie gładki trakt prowadzi do siebie, a kręta i ukryta ścieżka. Więc jeśli dopada Cię jakiś paskudny stan, zatrzymaj się i dowiedz, jak on Ci służy.

Ćwiczenie: jak mi to służy?

Jeśli dopadnie Cię jakaś myśl, czy zdarzy się sytuacja, która zasieje w Twojej głowie ferment (np. „nie nadaję się”, „on jest lepszy”, „jestem straconym przypadkiem”), przystań na chwilę i zanurz się w odczuwaniu emocji, które ze sobą niesie (choćby były nie wiem jak nieprzyjemne).

Weź długopis, kartkę i zapisz wszystkie uczucia, jakie towarzyszą tej myśli. Potem zapisz wszystkie korzyści, jakie ze sobą niesie odczuwanie tego stanu. Co daje Ci pławienie się w negatywnych emocjach? Co z tego masz?


Chociaż trudno w to uwierzyć, za tym stoją korzyści i kryje się prawda o Twoich potrzebach.

A kiedy już ją poznasz i nazwiesz swoje potrzeby, to możesz zadbać o ich zaspokojenie w lepszy sposób. To naprawdę jest takie proste!

Zastanów się, o co Ci dzisiaj w życiu chodzi

Jakie wartości chcesz zaspokoić dzisiaj? Na ile je zaspokajasz w tym momencie?

Wartości mogą się zmieniać. To, co było dla Ciebie ważne kilka lat temu, nie musi być teraz. Co parę lat warto je przejrzeć i zapytać siebie: „Jakie to dzisiaj ma dla mnie znaczenie?”.

Kiedyś myślałam, że wartości są wyryte w kamieniu, że jak raz je odkryłam, to już muszę być im wierna na zawsze. Ale to nieprawda. A takie myślenie jest szkodliwe. Przekonałam się o tym w ubiegłym roku, kiedy podążanie za ambicją i wyzwaniem odebrało mi całą radość z pracy.

Bo tak naprawdę na tym etapie życia chodzi mi o RADOŚĆ: radość z tworzenia, pomagania, dzielenia się, bycia z ludźmi. To nie znaczy, że nie jestem ambitna i nie lubię wyzwań. Jestem ambitna i podejmuję wyzwania, tyle, że nie mogą mi przysłaniać tej wartości nadrzędnej, jaką jest radość.

WARTOŚCI ZMIENIAJĄ SIĘ WRAZ Z ROZWOJEM

Oceń, na ile Twoja dzisiejsza praca jest zgodna z Twoimi wartościami. Czy to, co teraz robisz zawodowo pozwala Ci żyć Twoimi wartościami? Wiele osób jest przekonanych, że tylko na swoim można pracować w zgodzie ze sobą, swoimi talentami i wartościami. Ja tak nie uważam i według mnie to szkodliwe myślenie. Prowadzi do złych wyborów albo do frustracji, kiedy się ich nie podejmie.

Praca na etacie jest pracą „dla kogoś”, jeśli tak o niej myślisz. I jest „bez sensu”, jeśli pozbawiasz ją sensu, tak o niej myśląc. A przecież możesz też pomyśleć, że pracujesz dla siebie i wtedy to już zupełnie inaczej wygląda. Możesz poszukać sensu dalej i szerzej, niż tylko wokół własnego ego.

Tylko, że wtedy trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie, swoje myślenie, zachowanie itd., (a to już nie każdemu pasuje, bo łatwiej marudzić, niż się potrudzić). Ja przyjmuję założenie, że masz szczere chęci wziąć odpowiedzialność i że szukasz czegoś, co wykracza znacznie poza Twoje małe, wielkie ego :).

No więc, skoro już znasz swoje wartości to przyjrzyj się teraz tym, którym służy Twoja własna firma lub firma, w której pracujesz.

Każdy biznes w ostatecznym rozrachunku służy ludziom. Dostarcza im tego, czego potrzebują. Dlatego i Ty, w jakiejkolwiek branży byś nie pracował/a, też robisz coś dla zaspokojenia ludzkich potrzeb.

Jaki produkt lub usługę dostarcza Twoja firma? Jaką potrzebę nim zaspokaja? Jaką wartość wnosi w życie ludzi? Np. branża piwowarska dostarcza ludziom rozrywki i odprężenia, ułatwia nawiązywanie i utrzymywanie znajomości – myślałeś/aś kiedyś o tym w ten sposób? Jakąkolwiek wartość dostarcza Twoja firma – Ty też ją dostarczasz. Bez Ciebie nie byłoby to możliwe.

Jak ta wartość ma się do Twoich własnych? Na ile jest Ci bliska?

Jeśli nie, jest wielce prawdopodobne, że będziesz odczuwać jakiś brak sensu w tym, co robisz. A jeśli te wartości są bardzo ważne i dla Ciebie, to może jesteś w miejscu, w którym realizujesz swoją życiową misję. Podobnie możesz przefiltrować wartościami stanowisko, jakie zajmujesz.
Jaka jest jego główna odpowiedzialność? Jak służysz innym?

TWOJA MISJA I POWOŁANIE JEST WIEKSZE NIŻ TWOJE EGO

Podejmij decyzję o pasji do pracy. Z jakim nastawieniem pracujesz? Zacznę od krótkiej historii.

Drobny Afroamerykanin w czarnej bluzie kucharskiej i spodniach w czarno białe prążki, stał za stanowiskiem do robienia omletów w restauracji hotelu w Miami. Na klapie bluzy miał przypiętą plakietkę „Omlet Master”. Goście podchodzili do niego, by zamówić swój ulubiony omlet, a on z uśmiechem większym od siebie przyjmował te zamówienia, a potem z wyrazem pełnego skupienia je przyrządzał. Na koniec z dumą i jeszcze większym uśmiechem serwował swoje jajeczne dzieła.

Jadłam swoje śniadanie i patrzyłam na tę scenę z zażenowaniem. Czułam litość i zakłopotanie – z tej plakietki, jego uśmiechu i skupienia. Myślałam o tym, jakie to musi być upokarzające dla niego. I myślałam o tym, jaki ten amerykański kapitalizm jest okrutny. Tego dnia nie wzięłam na śniadanie omletu, choć je uwielbiam.

Kiedy drugiego dnia naszego pobytu znowu na śniadanie przywitał mnie szeroki uśmiech „Omlet Mastera” dostrzegłam w jego oczach, że ten uśmiech jest szczery. Stanęłam w kolejce po omlet. Obserwowałam Mistrza i czułam rosnące zażenowanie i litość… do samej siebie. Bo wtedy zdałam sobie sprawę, że ten człowiek odnalazł sekret i sens pracy, którego ja ciągle wtedy szukałam.

Wtedy jeszcze byłam przekonana, że kiedy człowiek sobie postawi cel, a potem go zrealizuje, to da mu to szczęście. I byłam przekonana, że kiedy człowiekowi z głodu burczy w brzuchu albo zastanawia się, jak spłacić kredyt na rodzinne mieszkanie, to raczej nie myśli o tym, czy praca dostarcza mu radości albo czy ją kocha. Robi, bo musi. Nie musi się zastanawiać. Dolne warstwy piramidy Maslowa (potrzeby fizyczne, bezpieczeństwa, przynależności) są dominujące i domagają się zaspokojenia na poziomie pierwotnego instynktu. A kiedy już człowiek zaspokoi te swoje podstawowe potrzeby, to zaczyna zaspokajać te z wyższej półki. Stabilna praca, zarobki powyżej średniej krajowej, przyzwoita atmosfera w pracy, sprawiają, że budzą się kolejne potrzeby: uznania i rozwoju. Zaczyna się zabieganie o stanowiska, tytuły, kompetencje, nagrody, prestiż, władzę.

Tymczasem:

„Ograniczony cel przynosi ograniczony sukces. Jeżeli kierować nami będą uniwersalne zasady, będziemy w nieustannym procesie osiągania celu. Bez końca. (…)Jeśli celem jest wnoszenie pozytywnego wkładu w życie klientów i zapewnienie im wspaniałego, opłacalnego i przyjemnego doświadczenia, będziemy to mogli robić bez końca. Każdy dzień będzie źródłem radości.”
Dr Dawid Hawkins, „Sukces jest dla Ciebie”

Omlet Master z Miami to wiedział. I pan, który w naszym rodzimym Intercity częstuje herbatą tak radośnie, że krążą o nim posty na FB, też to wie. I wesoły kierowca warszawskiego autobusu, o którym kręcą filmy na YT, również to wie.

Naprawdę nie jest ważne, co posiadamy, ani co robimy, ale to jacy jesteśmy. Jeśli w miejscu, w którym pracujesz możesz być sobą, możesz wnosić i czerpać z tych samych wartości, które są ważne dla Ciebie, to jesteś w bardzo właściwym miejscu. Wystarczy tylko podjąć decyzję.

PASJA TO POSTAWA

Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam Ci wyklarować drogę do swojej pasji i powołania.
A jeśli chcesz tego doświadczenia na żywo, zapraszam na warsztaty z odkrywania powołania i budzenia pasji do pracy i do życia.

    Bądźmy w kontakcie

    Tu zaczyna się spotkanie, które może zmienić wszystko.